szaryczlowiekdaniel blog

Podróż szarego człowieka

 

Czuję się źle przez samego siebie, przez własne ego, przez siebie ! Tak bardzo sam siebie wykańczam….

Dlaczego nie potrafię być tu i teraz, dlaczego tak wiele tracę chwil, dlaczego….

Świat w którym cierpienie, ból, głód, zdrada może dotknąć choć jedno dziecko nie powinien istnieć, a świat w którym to wszystko i więcej dotyka – dziesiątek, setek, tysięcy, milionów – dzieci w każdej sekundzie jego istnienia jest koszmarem nie pojętym.

Prawdą jest, że im więcej wiemy tym mniej wiemy. Pamięta jak byłem młodszy to wszystko było takie proste, oczywiste, takie czarno-białe. Teraz przybywa jedynie szarości i mroku, nic pewnego, nic jasnego, coraz trudniej wydać osąd, coraz trudniej podjąć decyzję. Kiedyś przykładowo człowiek używał siły przeciw słabszym, łatwo było go potępić, osadzić. Dziś jedynie wiem, że nie znam jego historii, że nie wiem gdzie zabłądził by stać się takim zagubionym człowiekiem. Oczywiście powstrzymać go łatwo, ukarać łatwo ale jak zrozumieć tak by go uleczyć. Ile czasu poświęcić oprawcy a ile ofierze, która też możliwe będzie się domagać bólu dla oprawcy i zamknie się koło. Nie wiem dziś nic, działać nie potrafię, bo każde działanie niesie ból , bo wybór jeden z wielu to wiele śmierci i każdą czuję, urojony staje się.

Nawet jeśli gdzieś głęboko czuję, że wszystko to co się dzieje jest dla mojego dobra i będą z tego wspaniałe plony to nie wystarcza by radzić sobie tu i teraz z tym wszystkim. Chciałbym sobie wysłać z przyszłości wiadomość… będzie dobrze.

Dziś jedno zdanie, nie moje, kogoś z bardzo daleka.

Nie ma niczego złego w byciu żywym.

Nie potrafię, nie chcę opuszczać mrocznego lasu. Niby mądre drzewa mówią, że ktoś kto trwa w bólu i nie chce tego zmieniać, jest chory, choruje jego dusza, jednak tutaj czuję inaczej. Mroczny las, gdzie nie ma nadziei, nie ma miłości, mam poczucie, że jest prawdziwy. We mnie jednak ciągle jest nadzieja, miłość, że jednak mroczny las nie jest prawdziwy. Jednak muszę w nim zostać do czas aż … sam nie wiem na razie chce tutaj być, czuję, że to ważne. Mimo wszystko, będąc tutaj, mogę spojrzeć na gałęzie lekko poruszane wiatrem i się uśmiechnąć nad pięknem świata, w tym momencie, bez względu na wszystko, uśmiechać się do chwili…

Czasem mam tak myśli niszczycielskie, że nie zapiszę ich nawet tutaj, z nadzieją, że kiedyś zapomnę. Im dłużej idę mroczną doliną, tym bardziej dostrzegam, że demony tutaj mieszkające są zrodzone z ludzi, tylko człowiek ma taką mroczną potęgę by tworzyć demony, i tylko jedna istota stworzyła coś straszniejszego – nas ludzi, co uczynili ten świat tym czym jest, że nawet miłość zrodzona jest ją gruncie bólu i cierpienia, nic co ludzkie nie jest do końca czyste…

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy świadomi, nas, świata nas otaczającego, innych ludzi. Dodajmy do tego  że potrafimy kochać, że potrafimy współczuć, że mamy empatie.

Teraz ktoś nam przekazuje żyj tutaj i teraz, świadomie, raduj się każdym oddechem.

Jeśli jednak połączymy te elementy to powiedzcie mi mędrcy: jak się możecie uśmiechać czując świadomie cierpienie milionów.

Pojawia się pytanie na co mamy wpływ, co możemy zmienić, a co musimy przyjąć?

W kwestii granicy naszego wpływu przypominają mi się słowa Schindlera na końcu „za tą obrączkę mogłem uratować jeszcze koleje życie”…

Mamy móc stwórcza , oddziwłowujemy na rzeczy niczym bogowie, a skoro przy nich jesteśmy, przerażają mnie istoty które posunęliby się do stworzenia istotny tak ułomnej i tak okrutnej jak człowiek. Oczywiście potrafimy kochać i tworzyć piękno – jednak nic nie jest prawdziwą miłością, ani prawdziwym pięknem jeśli gdzieś w czeluściach zostało zbudowane na cierpieniu, cierpieniu tych niewinnych.

Nagroda po śmierci? Raj? Jeszcze raz – jeśli ktoś stworzył człowieka na swoje podobieństwo, to musi być to istotna skrajnie okrutna, pełne ułomności i bardzo zagubiona.

Nie potrafię dostrzec wyjścia z tego lasu ale wiem, że chce iść przez niego aż do końca, niech stanie się urojeniem, niech stanie się moją pożogą, niech stanie się moim zbawieniem, czymkolwiek się stanie przyjmę to, to ważna podróż, jedna z ważniejszych. Boli, odbiera nadzieje, odbiera sens, odbiera każdy promyk światła, zrywa więzi, zapadam się. Jednak chcę, chcę rozprostować ręce, rozprostować palce, podnieść głowę, zamknąć oczy i przyjąć cały ten mrok, dać się pochłonąć…urojony mrok, urojonej słabej duszy, istnienia, które nie potrafi być wdzięczne za cała dobroć i miłość, które marnuje każdą minutę cudu życia.

Im więcej poznaję ten świat, świat nas otaczający, świat roślin, świat zwierząt tym bardziej się utrwalam w tym, że wszystko jest oszustwem, a wszystko co chce przetrwać musi używać siły, musi walczyć, musi oszukiwać, kłamać, próbować za wszelką cenę przechytrzyć zabić wszystko inne, bo inaczej samo zostanie zabite. Świat natury niby nie zna dobra i zła, ale z pewnością zna walkę, z pewnością zna oszustwo, morderstwo, bezwzględność, potrafi niszczyć. Wszystko co znamy, co oglądamy to jednostki, istotny, byty, które potrafiły przez eony wygrywać, zabijać, przechytrzyć, a te które spróbowały litości, dobroci już nich nie ma – zostały po prostu zabite. Walka o życie zaczęła się na eony temu na poziomie komórek, na poziomie bakterii i tak rozwijało się to życie, na zgliszczach śmierci innych bytów. Coraz to bardziej wyszukane pomysły, coraz to większe maszyny przetrwania na poziomie geneów, coraz to bardziej wyszukane metody oszustwa ale przede wszystkim zabijania.

Fatalnie szary człowieku wyszedł ten wpis, kompletnie nie przelałeś do pamiętnika swoich emocji…


  • RSS